Po co mi to srebrne jabłuszko?

Zastanawiałem się, czy przypadkiem nie zacznę tutaj robić pseudoreklamy, jeśli zajmę się tym tematem. Pewnie tak, chociaż po prawdzie wolałbym zdecydowanie zrobić po prostu zwykłą reklamę i napisałbym mniej więcej to samo, gdyby ci od srebrnego jabłuszka zapłacili mi za wpis, a ja pod spodem zaznaczyłbym, że jest on tworzony z ich patronatem. Tak nie jest i tak nie będzie, więc salomonowo nie będę zamieszczał nazwy marki, o której pisze, ale i tak każdy będzie wiedział, o co chodzi.

A chodzi mi o to, że sam byłem kiedyś przekonany, podobnie jak większość osób, że posiadacze telefonów czy tabletów ze srebrnym jabłuszkiem z Ameryki to albo idioci, albo homoseksualiści. Jak większość osób z taką opinią, nigdy nie miałem urządzenia tego typu w ręku. Trafiły do mnie w zestawie telefon plus tablet. Za oba zapłaciłem zero złotych, bo dostałem je z firmy do użytku zawodowo-prywatnego. Wcześniej miałem w użytku – również z pracy 😉 – urządzenia z androidem. Generalnie podczas tworzenia makiet na aplikacje (po polsku: makieta = wygląd aplikacji) efekt trzeba przetestować na kilkudziesięciu różnych urządzeniach.  Ostatecznie chyba tylko jedna aplikacja – konkretnie lokalizator telefonu – w całej mojej historii – nie wymagała dodatkowych poprawek (bo to lokalizator; wszystko działa w tle, nie potrzebuje super wyglądu). Teraz – o czym zaraz trochę szerzej – robię makiety na urządzenia z jabłuszkiem i… robię jeden raz jedną makietę. I to wystarcza. Jasne: to tylko przykład. Chodzi mi jednak o to jak dobry musi być sprzęt żeby wszystko wszędzie działało tak samo dobrze. To niesamowite! Wróćmy jednak do rozważań „dla ludzi” czyli jak się ze sprzętu korzysta na co dzień.

I jak wygląda moja opinia o nich? Muszę przyznać, że jestem zachwycony z pod tym względem, że wszystko działa po prostu momentalnie i nie ma najmniejszego problemu z wykonywaniem jakichkolwiek czynności. Płynne, zawsze odpowiadają, nie zawieszają się bez powodu, nie wyłączają się. Android w podobnych zastosowaniach zawsze ma jakieś ale, a tutaj wszystko po prostu śmiga.

Problemów oczywiście nie brakuje. Kilka standardów, które były dla mnie zupełnie normalną rzeczą w pracy, tutaj są czymś nienormalnym i jak dotąd nie udało mi się połowy z nich uruchomić. Musiałem zdecydować się na alternatywy, które może nie są jakoś wyraźnie gorsze, ale praca z nimi jest wolniejsza i bardziej skomplikowana. Może będę się musiał przyzwyczaić?

No i problemem jest to, że srebrne jabłuszko ma swój własny świat i nie lubi poza niego wychodzić. Gdybym był ze wszystkich stron jabłuszkami otoczony, byłoby łatwo, prosto i przyjemnie, jak z używaniem samych gadżetów. Bez tego niestety jest masa problemów. Rzucenie obrazu z tabletu na telewizor bezprzewodowo nie udało mi się, chociaż nie powinno być problemem. Po kablu też był problem z zacinającym się obrazem. Zazwyczaj męczyło mnie to przy oglądaniu filmów, ale raz zrobiłem z siebie głupka u klienta.

Ogólnie rzecz biorąc, jeśli nie trzeba za urządzenie płacić, to praca z nim jest znacznie przyjemniejsza, niż z aneroidowymi odpowiednikami. Gdybym jednak musiał za to zapłacić z własnej kieszeni, nie byłbym w stanie porządnie pracować, bo za każdym stuknięciem bałbym się, że uszkodzę to dość delikatne i piekielnie drogie cacko, które w gruncie rzeczy nie jest w stanie zrobić aż tak dużo więcej i dużo lepiej też nie wygląda.

Dziecię ateusza w kraju krzyży

Uwaga: dzisiejszy wpis jest wpisem gościnnym. Mojej bardzo dobrej znajomej z którą rzadko kiedy się zgadzam. Osobiście jestem osobą wierzącą co nie przeszkadza mi w wysłuchiwaniu ostrych słów krytyki wobec wiary: są one doskonałym preludium do dalszej dyskusji. Mam nadzieję iż dzisiejszy dosyć ostry tekst będzie dla Was interesującym tematem do przemyśleń i dyskusji właśnie.

Bycie ateistką jest wyjątkowo proste. Nie masz po prostu żadnych wyimaginowanych przyjaciół i tyle. Ale jak to? – ktoś może zapytać – Ani jednego magicznego Żyda? – jeszcze się dopytają. Tylko mi też Żyd w życiu tak samo potrzebny, jak Allach w życiu typowego wyznawcy płonących krzaków i dzieciatych dziewic. Swoją drogą, puszczasz się z jakimś facetem, a mężowi opowiadasz, że to magia! W XXI wieku chyba by jednak nie przeszło…
Doszłam do dzieci i o dzieciach właśnie chcę napisać, bo tak się złożyło, że mam jedno. Taki normalne, od baby z facetem, zero magii. Czysta biologia. Niestety, niedługo po porodzie, który był już dobre kilka lat temu, magia zaczęła wchodzić w nasze życie ze swoimi buciorami. Konkretnie magiczna woda, ponieważ zaczęto mnie nagabywać, bym się udała do pana w sukience rezydującego w wielkim domu nieopodal mnie, który miał taką wodą moje dziecko spryskać, przez co stałoby się ono dożywotnio, bez możliwości odwołania, członkiem międzynarodówki powszechnej z kwaterą główną w Watykanie. Ja miałam to nieszczęście, że mnie rodzice tak pomazali i teraz jestem częścią czegoś, czego częścią być nie chcę i chociaż nigdy świadomie się pod niczym nie podpisałam, to panowie w kolorowych sukienkach (oficerowie, nie czarni szeregowcy) wiedzą lepiej i już. Nie chciałam fundować tego mojemu dziecku no i nie zrobiłam mu tego.

Minęło kilka latek w stosunkowym spokoju. Czasami tylko jakiś komentarz ze strony o tych, co koronują obrazy i proszą je o deszcz. Głupi komentarz, ale nic, co kazałoby się w jakiś specjalny sposób tematem zainteresować. Śmieszniej zrobiło się dopiero, kiedy Mieszko poszedł do szkoły.

W szkole oczywiście kolonia pingwinów, bo po sąsiedzku zbudowano niedawno ich obszar gniazdowania. Duży, ładny, z panelami słonecznymi i murem na 3 metry dookoła. Chcą zatrzymać kogoś w środku czy nie raczej nikogo niepożądanego nie wpuścić, wliczając w to ciekawskie spojrzenia sąsiadów? Nie wnikam.

Dla mnie i dla Mieszka ważne było to, żeby się uczyć w spokoju. Aż tu nagle jakieś zabobony: „odmów wierszyk, bo jak nie, to ten dobry pan, któremu odmawiasz wierszyk, będzie cię katował przez całą wieczność”. I potem najróżniejsze wymysły odnośnie tego, jak ma wyglądać pozagrobowe Guantanamo urządzone przez ojca kochającego swoje dzieci w sposób nie do końca zgodny z konwencją przeciw przemocy, którą zaaprobowały niedawno wszystkie cywilizowane kraje. Mały się wystraszył. Opowiadanie o takich bzdurach chyba nie powinno mieć miejsca w szkołach publicznych, gdzie dominuje przede wszystkim wiedza? Przynajmniej tak powinno być w cywilizowanych krajach. No ale żyjemy w miejscu na tej pięknej planecie, gdzie szamani rzucają zaklęcia na pałac prezydencki…

Piszę o tym wszystkim, bo pod koniec roku szkolnego będą wielkie jasełka z jedzeniem magicznego opłatka po raz pierwszy. Pewnie wtedy znowu będę się musiała rozpisać.

Telefon dla sześciolatka – za i przeciw

Jestem facetem i te sprawy jakoś mniej mnie bulwersują. Wydaje mi się, że dzięki temu jestem w stanie spojrzeć chociaż trochę chłodniejszym okiem na ten cały problem telefonów komórkowych i dzieci. Jak wiecie, jestem ojcem bliźniaków, Jasia i Małgosi (pomysł żony). Mają obecnie po sześć lat i każde z nich posiada kupiony przeze mnie telefon komórkowy. Przy lekkim sprzeciwie żony. Odnoszę wrażenie, że wyrażonym pro forma. Dlaczego tak myślę? Bo jestem zwolennikiem dzieci z telefonami i wydaje mi się, że każdy rodzic powinien nim być. Dlaczego? A, to już dość złożona kwestia.

Złożona kwestia, która zaczyna się od bardzo prostych spraw. Jak masz sześciolatki w domu, to wiesz, że te małe zarazy non stop gdzieś latają. Mieszkam na starym, dobrym osiedlu z wielkiej płyty i małe dookoła mają setki koleżanek, kolegów, miejsc do zabawy i innych takich. Drzwi się w domu nie zamykają, a zaraz za nimi jest też osiedlowy plac zabaw, taki wypasiony, który w dodatku widać przez okno w całości, więc traktowany jest przez nas jak pokój mieszkania. W takich warunkach trudno jest dzieci upilnować. Spróbujcie ich potem szukać, kiedy zrobicie obiad czy po prostu trzeba już iść spać. Są u tego czy tamtego sąsiada? Siedzą gdzieś na schodach czy na ławce? A może siedzą pod krzakiem, bo bawią się w chowanego? No i wybaczcie, ale nie zamierzam się drzeć jak ostatni cebulak na całe osiedle. Telefon to najlepsze narzędzie lokalizowania dziecka, jakie kiedykolwiek powstało. Jak? Wystarczy zadzwonić. Jeśli zaś Wasze dziecko regularnie nie odbiera od Was telefonu bo przecież „nic nie słyszałem” to spróbujcie skorzystać z jednej z aplikacji do namierzania telefonu – na tej stronie jest ich chyba 10 – do wyboru, do koloru. Czy to etyczne? A czy etycznym jest sprawdzanie czy naszą pociechą się nie dzieje nic złego? Ludzie..

Dla mnie ważne są też rzeczy bardzo związane z telefonami. Wiecie, że dzieci, które mają do dyspozycji telefony, znacznie lepiej radzą sobie z czytaniem i pisaniem? Staje się to dla nich naturalne środowisko, chociaż oczywiście w dzisiejszych czasach coraz więcej można załatwić głosem, a do tego obrazki, te ruchome i nieruchome, także mają gigantyczne znaczenie. Jestem też zupełnie przeciwny stanowisku mówiącemu, że telefony prowadzą do alienacji dzieci. Jakoś jeszcze tego nie zauważył. Tak, zamiast siedzieć i jeść piasek, dzieciaki gapia się w telefony, ale potem zaczynają zabawę z innymi dziećmi i zapominają o telefonach. A nawet jeśli bawią się z telefonami, to w tle jest inne dziecko na telefonie bawiące się razem z nimi.

No dobrze, obiecałem, że będą też rzeczy przeciw telefonom. No bo są. Dzieci na przykład nie za bardzo przejmują się czymś takim, jak ilość wydzwonionego czasu czy przesłanych danych. Na razie to kosztuje. Kosztują też same telefony, bo może i nie zapłaciłem za dużo za nie, to trzeba płacić abonament, a do tego już nie raz Małgosia korzystała z telefonu w celach wykopania dołka, a Jaś rzuca nim w sposób, który w końcu na pewno doprowadzi do jego zniszczenia.

Realnie tak naprawdę boję się w zasadzie tylko o jedną rzecz. Już zauważyłem, że telefony są poniekąd elementem statusu na podwórku. Mówimy tu o sześciolatkach i realnie zaczyna to być widać. Trochę przerażające i boję się, że ten problem zacznie w czasie narastać, bo już teraz okazuje się, że dzieciaki wiedzą, co to są megapiksele aparatu w telefonie i wiedzą, że dzieci mające tych pikseli więcej są bardziej kochane przez rodziców niż te, które mają pikseli mniej.

Na dzisiaj jednak na pewno nie ma co panikować i nie ma realnych powodów, żebym porzucił wszystkie wygody związane z tym, że mam dzieciaki pod telefonem. Zobaczymy w przyszłości, a na razie nich się zaznajamiają z technologią, która będzie z nimi przez ich całe przyszłe życie.

Zacznij swoją przygodę z gotowaniem

Facet kucharzem? Oczywiście!

Któż z nas nie lubi przynajmniej od czasu do czasu zjeść coś faktycznie dobrego – nie ma w tym niczego złego, nawet jeśli akurat się odchudzamy i staramy się raczej unikać zbyt obfitych posiłków. Jednocześnie jednak zauważyłem, że właściwie większość moich znajomych przez „zjedzenie czegoś dobrego” rozumie wyjście gdzieś na miasto i odwiedziny w jakiejkolwiek ciekawej restauracji. Można to oczywiście zrobić w taki sposób, ale moim zdaniem o wiele lepszym pomysłem będzie ugotowanie czegoś dobrego samodzielnie. Ha, prawie słyszę Wasze głosy. „To zajmuje za dużo czasu!”. „Nie umiem gotować!”. „To zbyt czasochłonne!”. Nie zgodzę się z tym. Sam nie jestem wybitnym kucharzem, ale na co dzień gotuję sam, i chciałbym zauważyć, że płynie z tego całe mnóstwo korzyści. Przede wszystkim jest to o wiele tańsze – koszty gotowania w domu są nieporównywalnie niższe od częstego jedzenia na mieście. Ponadto może to stać się bardzo ciekawą pasją, a do przygotowywania smacznych potraw wcale nie są potrzebne tak duże umiejętności, jak mogłoby się wydawać. Wystarczy jedynie zacząć od nieco prostszych rzeczy, aby z czasem dojść do naprawdę sporej wprawy.

Co na początek?

Oczywiście, nikt nigdy nie urodził się wybitnym kucharzem. Gotowanie w gruncie rzeczy jest taką samą umiejętnością jak wiele innych, codziennych czynności. Z tego też powodu swoją przygodę z kulinariami najlepiej będzie zacząć od dość prostych rzeczy, takich jak przede wszystkim najróżniejsze zupy. Rzecz jasna, zupa zupie nierówna, przez co nie wszystkie z nich są tak proste w przygotowaniu. Niemniej potrawy takie jak zupa pomidorowa czy zwykły, tradycyjny rosół są na tyle proste, że może zajmować się nimi nawet najbardziej początkująca osoba. Oczywiście, czasami dania przygotowywane przez nas na samym początku mogą nie być dla nas w stu procentach zadowalające – smak dania zależy od różnych czynników. Nie należy jednak się tym zniechęcać, bowiem z czasem wypracujemy idealny dla nas styl w gotowaniu.

Dalszy rozwój

Kiedy już nauczymy się, na czym z grubsza polega gotowanie, będziemy mogli dalej rozwijać swoje umiejętności w tej dziedzinie. Możliwości są tutaj wręcz ogromne, bowiem sztuka kulinarna jest obecnie bardzo rozbudowana. Warto w takim razie kupić sobie dobre książki kucharskie albo też zapoznać się z przepisami dostępnymi w internecie – dla mnie najlepszym miejscem jest YouTube, gdzie zamieszcza się całe mnóstwo filmików pokazujących, jak przygotowuje się konkretne potrawy. Z drugiej jednak strony piękno gotowania w dużym stopniu tkwi w eksperymentowaniu, zatem nie zawsze warto tak ściśle trzymać się gotowych przepisów. Czasami okazuje się, że wystarczy tylko zmienić wedle własnego uznania niewielkie szczegóły, aby móc uzyskać naprawdę interesujące efekty.

Każdy z nas powinien posiadać przynajmniej podstawowe umiejętności związane z gotowaniem. Nie tylko jest to ogromna oszczędność, ale również i niesamowita satysfakcja – warto przekonać się o tym, że przygotowane własnoręcznie jedzenie smakuje po prostu o wiele lepiej. Do tego wszystkiego dochodzą także inne rzeczy – chociażby to, jak przyjemnie jest ugotować coś dobrego dla bliskiej osoby.

Jak przygotować się na wycieczkę w góry?

W zeszłym tygodniu pisałem o morzu. Dziś kolej na drugi biegun czyli góry: osobiście co roku jeżdżę w Tatry Wysokie które.. cóż – po prostu polecam 🙂

Szeroko pojęta turystyka górska jest zdaniem wielu ludzi jednym z najlepszych sposobów na spędzanie swojego wolnego czasu. Wycieczki w góry mogą być przede wszystkim niesamowicie wręcz relaksujące – każdy, kto przynajmniej kilka razy wybrał się już w tego typu regiony na pewno zgodzi się co do tego, że potrafią one uspokajać nawet najbardziej zestresowanych ludzi. Jednodniowy spacer po górskich szlakach pozwala na oderwanie się od całej swojej rzeczywistości oraz codziennych problemów. Oczywiście, do takiej wyprawy musimy dobrze się przygotować, bowiem w przeciwnym wypadku nie będzie to dla nas szczególnie przyjemne. Mało tego, wychodzenie na niektóre szlaki bez należytego przygotowania może być nawet bardzo niebezpieczne, o czym koniecznie musimy pamiętać. Chodzenie po górach nie jest wbrew pozorom szczególnie trudne, i wcale nie musimy posiadać do tego nadludzkiej tężyzny fizycznej – wystarczy jedynie podejść do tego we właściwy sposób.

Podstawowy ekwipunek

Lista rzeczy które musimy zabrać na taką wycieczkę może znacznie się od siebie różnić w zależności od kilku istotnych czynników. Przede wszystkim musimy zastanowić się, na jak długi czas zamierzamy wybrać się w góry – jeśli ma to być tylko jednodniowa wyprawa, to noszenie ze sobą zbyt dużego ekwipunku nie będzie miało większego sensu. Jeśli jednak wyruszamy na dłuższy szlak na którym spędzimy nawet kilka dni, to lista niezbędnego wyposażenia automatycznie znacznie się wydłuża.

Istnieją jednak pewne uniwersalne elementy wyposażenia, które będą konieczne w każdym przypadku. Należy do niego przede wszystkim odpowiednia odzież, zwłaszcza buty. Obecnie w sklepach spotkamy się z bardzo szerokim wyborem butów trekkingowych, zatem warto zainteresować się tym nieco bliżej. W górach najlepszą propozycją są buty wysokie, które zapewniają naszej kostce stabilność i minimalizują ryzyko wystąpienia najróżniejszych kontuzji. Niemniej istotne są również inne ubrania, które muszą być wygodne i jednocześnie wytrzymałe. Warto pamiętać o tym, że pogoda w górach może zmieniać się bardzo dynamicznie, przez co zawsze powinniśmy mieć tutaj pod ręką zestaw ciepłych ubrań, głównie kurtkę przeciwdeszczową – nigdy nie wiemy, czy nie będą nam one nagle potrzebne.

W przypadku dłuższych wypraw nasz plecak będzie już nieco cięższy. Musimy bowiem zabrać ze sobą również namiot oraz śpiwór, bowiem nie zawsze będziemy mieli okazję do noclegu w schronisku.

Wybierz dla siebie odpowiedni szlak

Oczywiście, niesamowicie istotną kwestią jest wybranie odpowiedniego szlaku. W samej Polsce możliwości z tym związane są naprawdę ogromne, choć oczywiście nie każdy szlak będzie dla nas odpowiedni. Osoby początkujące powinny decydować się rzecz jasna na nieco łatwiejsze trasy, na których nie spotkamy się z tak wieloma przeszkodami. Istnieją jednak znacznie trudniejsze szlaki, które stanowią już niemałe wyzwanie – idealnym przykładem jest tutaj Orla Perć w Tatrach. Na takie trasy powinniśmy jednak decydować się tylko wtedy, kiedy mamy pewność co do naszej kondycji i umiejętności, bowiem wybranie się na nie przy złym przygotowaniu może nawet skończyć się tragicznie.

Jak spędzić wymarzony czas na plaży?

Lato – czas słońca i wypoczynku. Mija ale na podstawie moich ostatnio-tygodniowych doświadczeń: a byłem tam gdzie co roku – moja ukochana Ustka (strona internetowa nieoficjalna – 100% od niej lepsza)  gdzie standardowo turysta siedzi na turyście. Na plaży wschodniej. Kto jednak ma chociaż odrobinę zaparcia, przejdzie się spacerkiem – dosłownie 10 minut! – na plażę zachodnią – wystarczy przejść przez port – trafi na wielkie, puste przestrzenie plaży 🙂 O tym jednak za chwilę..

Większość z nas pragnie w tym okresie wybrać się chociażby na krótką wycieczkę, aby przynajmniej na moment móc oderwać się od całej swojej codzienności. Możliwości z tym związane są rzecz jasna bardzo szerokie, bowiem cały nasz wolny czas możemy wykorzystywać na wiele różnych sposobów. Dla wielu ludzi swego rodzaju synonimem takiego wypoczynku jest wypad na plażę. Faktycznie, spędzenie swojego czasu w takim miejscu może dla nas być doskonałą propozycją – kto z nas od czasu do czasu nie marzy o słońcu i morzu, które potrafi ukoić nawet najbardziej zszargane nerwy? Warto jednak pamiętać o tym, że taki wyjazd musimy sobie dobrze zaplanować, aby był on dla nas rzeczywiście przyjemnym przeżyciem. Trzeba tutaj zadbać o całe mnóstwo szczegółów związanych z jego organizacją, bowiem w przeciwnym wypadku może się okazać, że wrócimy z niego jeszcze bardziej zmęczeni. Warto zatem dowiedzieć się, co decyduje o tym, czy nasz wypad na plażę będzie dla nas faktycznie udany.

Wybierz odpowiednią plażę

Wracamy do tematu ze wstępu. Różne plaże oferują nam do wypoczynku zupełnie odmienne warunki, przez co na samym początku musimy dobrze zastanowić się, gdzie tak w ogóle zamierzamy pojechać. Dużą popularnością cieszy się rzecz jasna polskie morze, choć jednocześnie w opinii wielu ludzi nie jest ono zbyt dobrym miejscem do wypoczynku. Często narzekamy tutaj na tłumy turystów, brzydką pogodę i zanieczyszczenia (wspomniane 10 minut spaceru – tk jest prawie wszędzie!) – czy jednak tak jest w rzeczywistości? Warto wiedzieć o tym, że wszystko zależy od tego, do jakiego dokładnie regionu się wybierzemy. Nad polskim morzem znajdziemy całe mnóstwo naprawdę ciekawych miejsc, wolnych od turystów i spokojnych – czasami wystarczy jedynie odrobinę poszukać.

Osobną kwestię stanowią plaże w innych krajach. O ile Polska ma w tej kwestii naprawdę wiele do zaoferowania, o tyle dobrze jest czasami wybrać się w zupełnie odmienne regiony i podziwiać różne krajobrazy, z którymi nie spotkamy się raczej na naszym własnym podwórku. Największą popularnością cieszy się oczywiście Europa południowa, i to właśnie tym regionem warto zainteresować się już na samym początku. Kraje takie jak Włochy czy Chorwacja to prawdziwe skarbnice pięknych plaż – z racji ich położenia geograficznego pogoda jest tam również znacznie cieplejsza niż w Polsce.

Wybierz odpowiednią porę

Również moment w którym wybierzemy się na plażę w dużym stopniu może decydować o tym, czy będziemy zadowoleni z takiej wycieczki. Przed każdym wyjazdem tego typu warto dokładnie sprawdzić prognozy pogody. Pogoda w terenach nadmorskich często jest dość nieprzewidywalna i potrafi się zmieniać w ciągu paru chwil, ale mimo wszystko takie prognozy dadzą nam przynajmniej pewien obraz tego, czego możemy się spodziewać. Z drugiej strony zbyt mocne upały również nie są dla nas niczym dobrym – musimy dobrze przygotować się na takie warunki pogodowe, bowiem w przeciwnym wypadku mogą one dla nas być nawet niebezpieczne.

Warto również zastanowić się, czy koniecznie chcemy wybierać się na plażę w samym środku sezonu turystycznego. Pomijając już wspomniane wyżej upały, takie miejsca są wówczas po prostu bardzo zatłoczone, przez co może się okazać, że spędzanie w nich czasu nie będzie dla nas szczególnie przyjemne. Czasami o wiele lepszą propozycją może być wycieczka w maju czy wrześniu; pogoda również jest wtedy doskonała, a jednocześnie spotkamy się ze znacznie mniejszymi tłumami i niższymi cenami.

Czas skończyć ze wszechobecnym socjalem…

Sprawa zasiłków i zapomóg w naszym kraju jak dla mnie to wielki problem, z którym trzeba się raz a dobrze rozprawić. Niestety kolejne rządy w naszym kraju kontynuowały rozpoczętą w PRL linię wsparcia socjalnego dla obywateli. Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, że są to działania, które zwiększają bezrobocie i prowadzą do nieróbstwa duże grupy społeczne.

W Polsce jednak nie wiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że socjalne wsparcie obywateli jest tak naprawdę złe i powinno się z niego zrezygnować. Politycy nie podejmują jednak takich haseł, ponieważ doskonale zdają sobie ze przez to oczywiście straciliby w ogóle głosy. Ludzie niestety w naszym kraju są już tak przyzwyczajeni do tego, że otrzymują wsparcie od Państwa, że koniec takiego wsparcia byłby dla nich szokiem. Oczywiście wtedy na polityków, który wsparcie by zabierali już by nie głosowali. Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że przy niskich płacach jakie są w naszym kraju niestety okazuje się, że ludziom po prostu opłaca się być na zasiłkach bardziej niż pracować za jakieś marne stawki. Jest to chora sytuacja społeczna, która sprawia, że ludziom nie chce się pracować i do tego nie powinno się dopuszczać.

Zlikwidowanie wszechobecnego socjalu byłoby drogą do pobudzenia gospodarki. Ludzie potrzebowaliby pracy, by przeżyć a to napędzałoby rynek. Do tego wystarczy obniżyć podatki, by od razu zaczęły się generować nowe miejsca pracy. Potwierdziło się to w ostatnim czasie w UK, gdzie po obniżeniu podatków powstało aż 200 tys nowych miejsc pracy. Niestety Polscy politycy nie mają takiego przeglądu sytuacji na rynku i nie potrafią w ten sposób zmienić naszego kraju, ale nieustannie nęcą obywateli powtarzaniem socjalnych haseł. Ta mnożąca się kiełbasa wyborcza jest oczywiście przez naszych rodaków chętnie spożywana, a to prowadzi nieustannie do wygrywania wyborów przez pseudoprawicowe partie, które mają lewacki system gospodarczy, który według nich wydaje się być drogą do lepszej Polski. W rzeczywistości pogrąża ją w problemach społecznych, z którymi borykamy się od dziesiątek lat.

Strajkować każdy może…

Przez jakiś czas obraz rzeczywistej polski zasłoniła nam tocząca się kampania wyborcza, w której poszczególni kandydaci z pierwszej linii starali się opowiadać niestworzone obietnice i cudowne zmiany, które nastąpią po ich wyborze. W związku z tym włączając telewizje okazywało się jak to wiele dobrego będzie niedługo w Polsce. Teraz wraca rzeczywistość naszego kraju i warto do tej rzeczywistości przytoczyć kilka ciekawych przemyśleń.

W ostatnim czasie przed kampanią oraz teraz już po mam wrażenie, że w Polsce życie toczy się nie około pracy ale w około strajków. Chyba już każda grupa strajkował jak to jej źle i jak to jej trzeba życie zmienić. Tak naprawdę niestety najbardziej strajkują ci, którym wcale nie jest tak źle jakby się mogło wydawać. Są pewne grupy społeczne, które mogłyby sobie już te strajki nieco odpuścić.

Zdaje sobie sprawę z tego, że górnicy mają ciężką pracę i ciągle są pod niebezpieczeństwem i to o charakterze śmiertelnym. No ale coś za to chyba jednak mają. Pensja na poziomie 7 tysięcy złotych to jak na polskie standardy chyba dobra płaca? Do tego 13-14 i inne dodatki, wszelkie darmowe wyjazdy dla dzieci, dofinansowania i oczywiście przywileje emerytalne. Dlatego chyba nie ma co narzekać aż tak bardzo? Wiem, że spółka w złym stanie ale od strajków to się nie zmieni. Jeśli nawet mieliby stracić tą 14 pensje w roku to też nic im się nie stanie. Bądź to bądź nie obrażając nikogo są to ludzie bez wykształcenia, a zdarza się że ludzie uczący się trudnych rzeczy przez 5 lat studiów muszą pracować za 2-3 tysiące zł i nie do 50 roku życia ale do 67 i jakoś nie strajkują.

Podobnie tych strajków mogliby już nie robić nauczyciele. Trudno mi bowiem znaleźć inną grupę społeczną, której byłoby tak dobrze jak właśnie im. Dwa miesiące wakacji ( i niech nie opowiadają bajek o dostępności dyrektorowi do 15 lipca i od 15 sierpnia- znam nauczycieli i wiem jak to jest w praktyce), pensje wcale nie są najgorsze, a jak wiadomo na etat nie składa się w tym przypadku 40 godzin ale 18 wiec bez przesady. Do tego oczywiście przywileje emerytalne, zniżki na Kartę Nauczyciela i oczywiście roczne urlopy pełnopłatne „zdrowotne”.

W tym kraju niestety wszyscy chcieliby tylko pracować i więcej zarabiać a nie tędy droga…

Dobra zmiana jest możliwa?

W ostatnich tygodniach rozpaliła większość Polaków walka o prezydencki fotel. Ustępujący Komorowski i wychodzący z drugiego szeregu Duda taki wybór w ostatecznej rozgrywce mieli Polacy. Na co lepiej było się zdecydować? Takie pytanie pewnie zadawało sobie wiele osób, które nie głosowały  na tych kandydatów w pierwszej turze wyborów. Osobiście należałem właśnie do tej grupy.

Dla mnie jednak ten wybór nie był aż taki trudny od zawsze jestem skierowany w prawą stronę sceny politycznej, dlatego długo się nie zastanawiałem. Właściwie mogę powiedzieć, że Duda nie jest moim idealnym kandydatem, ale tak jak powiedział Cejrowski wole zagłosować na żelazko niż na Komorowskiego. Przykro na to patrzeć co wyczyniał nasz prezydent w latach 2010-2015 – brak inicjatyw, brak pomysłów. Teraz gdy okazało się, że stołek może się odsunąć i czeka do twarde lądowanie zaczął szukać na gwałt inicjatyw by zyskać sobie zwolenników. I to utwierdziło mnie w przekonaniu, że na tego człowieka nie warto głosować. Zdaje sobie sprawę z tego, że kampania wyborcza to koncert demagogii. Ludzie niestety są podatni na słowa a co za tym idzie politycy potrafią nimi sterować…

Patrząc na to wszystko realnie zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma szans na realizację obietnic, o których mówił Duda i nie biorę ich na poważnie do serca. Nie będę też miał pretensji, jeśli nie będą realizowane. Dla mnie tak naprawdę liczyć się ta dobra zmiana, o której starał się pod koniec kampanii mówić. Oczekuje tej zmiany, bo to co się dzieje od „okrągłego stolca” w tym kraju to kompletna porażka. Może młody prezydent będzie w stanie wyrwać się jakoś z tego wielkiego bajzlu. Pewnie będzie to trudne bo nad nim też stoją ludzie z tego układu i nie wiem czy da radę się od nich uniezależnić. Poza tym służby także trzymają rękę na pulsie i to wydaje się być największym problemem.

W pamiętną niedzielę mogłem jednak być zadowolonym z wyników i teraz oczekuje, że prezydent elekt nie koniecznie pójdzie w kierunku realizacji wszystkich obietnic, ale pójdzie w kierunku dobrej zmiany, która będzie za 5 lat widoczna. Gorzej to już chyba być nie może, Duda chociaż zna języki obce więc nie będzie musiał wszędzie pojawiać się w słuchawkach tak jak Komorowski. Ale na ocenę trzeba poczekać 5 lat. Teraz skończyła się już gra w kampanii a zaczęła się rzeczywistość.

PS. grafika z nagłówka: Bank zdjęć Interactivestock.

PPS. wiem że grafiki nie są na blogu super-zadowalające ale cały czas poszukuję idealnego rozwiązania dobre zdjęcia<>tanie zdjęcia. Póki co mam kilka ulubionych stocków, tak jak dzisiejszy stock zdjęć ale… cały czas czuję że czegoś im wszystkim brakuje 🙂 Jeśli macie jakieś ulubione banki zdjęć, proszę podzielcie się w komentarzach. Dzięki!

Czas na truskawki

W końcu przyszedł ten super okres w ciągu roku, gdy można spożywać masowo truskawki, które w końcu pochodzą z polskiego gruntu. Jedne z moich ulubionych owoców, dlatego trzeba je maksymalnie wykorzystać. Na pierwszy ogień oczywiście idzie codzienne spożywanie truskawek, ale trzeba również pomyśleć o jakimś dobrym cieście i tutaj taka wuzetka z owocami może być ciekawą propozycją. I nie próbujcie mi wmówić że gotowanie jest nie-męskie 🙂

Na samym początku oczywiście trzeba pomyśleć o dobrym biszkopcie. Tutaj mam sprawdzony przepis i wszystko robię tak jak na tradycyjny tort 6-8 pełnych jajek. Oddzielam żółtka od białek. Mąkę przesiewam z kakao, żółtka ucieram z połową szklanki cukru a białka ubijam. Potem wszystkie elementy ze sobą mieszam szpatułką bardzo delikatnie i dodaje rozpuszczone masło około 40g. Potem pieczemy jak standardowy biszkopt sprawdzamy patyczkiem i gotowe.

Jak to w tradycyjnej wuzetce trzeba zadbać o wiśniową nalewkę do nasączenia ciasta. Przekrojone na pół ciasto nasączamy solidnie, tak by jadło się ze smakiem, by nie okazało się potem zbyt suche.

Najważniejsze teraz przed nami, w tradycyjnej wuzetce mamy oczywiście wyłącznie bitą śmietanę. Natomiast w tym przypadku wszystko zmodyfikujemy. Ja robię to w dwóch wersjach. W pierwszej układam na cieście pokrojone truskawki i następnie umieszczam bitą śmietanę i kolejną warstwę truskawek potem ciasto. Ciasto polewam czekoladą i po zastygnięciu ozdabiam truskawkami z bitą śmietaną.

Druga opcja jest bardziej czasochłonna, ponieważ na ułożonej warstwie bitej śmietany z wmieszanymi truskawkami układam truskawki w kawałkach i to lekko zalewam gęstą galaretką truskawkową, dopiero po wystudzeniu nakładam kolejną warstwę ciasta i wszystko przyozdabiam. Obie wersje są bardzo smaczne, dlatego zachęcam wszystkich do spróbowania szczególnie w tym okresie, gdy ogólnie dostępne są świeże truskawki. Przechowywane w lodówce ciasto jest świetną przekąską na ciepłe dni. Jego przygotowanie nie jest bardzo trudne i nie powinno Wam zająć zbyt wiele czasu.